Przez Justyna Adamczuk dnia 29 lipca 2026
Inżynier z powołania, projektant z pasji. Grzegorz Krzywicki o 19 latach ewolucji, sile siFramo i....dzieciach pracujących w AutoCAD
Świętowanie 25-lecia Sikla w Polsce to nie tylko liczby, wykresy i sukcesy rynkowe. To przede wszystkim ludzie, którzy tę historię pisali dzień po dniu, projekt po projekcie. Jedną z tych osób jest Grzegorz "Krzywik" Krzywicki – inżynier, którego staż wynosi imponujące 19 lat. Oznacza to, że jest z nami niemal od samego początku! W firmie dorastał zawodowo, zakładał rodzinę, a przez młodszych kolegów został okrzyknięty „chodzącą encyklopedią”. Jak wyglądały pionierskie lata Sikla w biurze o powierzchni 4 metrów kwadratowych, dlaczego jego dzieci od małego potrafią obsługiwać AutoCAD'a i co uważa za prawdziwy punkt zwrotny w branży? Zapraszam na niezwykle osobistą, ciepłą i pełną energii rozmowę z człowiekiem, który o konstrukcjach wie absolutnie wszystko.

POCZĄTKI
Grzegorzu, pracujesz w Sikla od 19 lat. To oznacza, że jesteś z firmą niemal od samego początku jej 25-letniej historii w Polsce. Jak pamiętasz swoje pierwsze dni? Czy przypuszczałeś wtedy, że ta przygoda potrwa blisko dwie dekady?
Grzegorz: Szczerze? Na samą rozmowę kwalifikacyjną przyszedłem zaledwie dwa dni po własnym ślubie, mając 24 lata i kończąc właśnie studia magisterskie z Elektroniki i Telekomunikacji na Politechnice Wrocławskiej. Wszystko było wtedy nowe. Pamiętam, jak dotarłem pod naszą dawną siedzibę na ulicy Karola Miarki. Stanąłem przed wielką stalową bramą starego budynku po zakładach papierniczych, którego nikt nie używał od dwudziestu lat i przez dobre pięć minut biłem się z myślami: „Wchodzić czy nie wchodzić?” (śmiech). Z zewnątrz wybrakowane cegły, a w środku nagle okazało się, że tętni życie.
I jak wyglądało to „życie” w pierwszych dniach pracy?
Grzegorz: Warunki były, delikatnie mówiąc, pionierskie. Razem z kolegą mieliśmy do dyspozycji biuro o powierzchni całych 4 metrów kwadratowych, w którym mieściło się również... firmowe archiwum. Pod nami swoją siedzibę miał kamieniarz, który całymi dniami obrabiał bloki kamienne na wielkich piłach i szlifierkach. Z drugiej strony biura mieliśmy bezpośrednie wyjście na magazyn, po którym bez przerwy jeździł wózek widłowy na gaz. Było nie dość, że potwornie ciasno, to jeszcze niesamowicie głośno i gorąco.

zdjęcia archiwalne Sikla Polska, rok 2012
A jak wyglądało wdrożenie do pracy młodego inżyniera w tamtych czasach?
Grzegorz: Dzisiejsze standardy onboardingu wtedy nie istniały. Moje szkolenie wyglądało tak: dostałem do ręki katalog produktowy oraz wytyczne dotyczące technik montażu. Od samego początku wszystkiego uczyłem się sam, metodą prób, błędów i ogromnej własnej dociekliwości. Klientów też było znacznie mniej niż teraz. Wydawaliśmy wtedy około 20–24 projektów miesięcznie. Wtedy wydawało mi się to ogromną liczbą! Prawdziwy rollercoaster zaczął się w 2011 roku, kiedy zostałem sam w dziale technicznym i potrafiłem wydawać do 15 opracowań technicznych... dziennie. Dzisiaj, patrząc na to, ile projektów realizuje nasz rozbudowany dział techniczny pod wodzą Tomka, widać, jak gigantyczny skok wykonaliśmy.
EWOLUCJA I ROZWÓJ
Przez te 19 lat zmieniało się nie tylko Twoje otoczenie zawodowe, ale też prywatne. Wiem, że Twoje dzieci, będąc jeszcze maluchami, bawiły się i skręcały elementy z naszego flagowego systemu siFramo. Dziś są już dorosłe. Jak to jest patrzeć, jak Twoja własna rodzina i Sikla dorastały w tym samym czasie?
Grzegorz: To niesamowite uczucie, bo te dwa światy bardzo mocno się przenikały. Moje dzieci dosłownie wychowały się na profilach Sikla. Jakub już jako 15-latek pomagał mi przy projektowaniu i pracował na umowę zlecenie. Śmieję się, że po moim domowym przeszkoleniu każde z moich dzieci – wyłączając z nich 3-letnią Madzię – mogłoby od jutra bez problemu zacząć pracę w AutoCAD! Jakub ma to zresztą po tacie – świetnie opanował cały pakiet Autocada, ostatnio doszkolił się z Archicada i cały czas z bratem coś konstruują i budują. Choć Jakuba ciągnie teraz w świat i planuje studiować kognitywistykę, to już zapowiedział, że w te wakacje prawdopodobnie znów przyjdzie do nas popracować. Ten sentyment do profili zostaje w rodzinie.
archiwum prywatne Grzegorza Krzywickiego, kilkuletni Jakub pomaga tacie na magazynie i skręca bramki siFramo
archiwum prywatne Grzegorza Krzywickiego, kilkuletni syn Tomasz pomaga tacie w projektowaniu.

Zdjęcia archiwalne Sikla Polska, na zdjęciu Grzegorz Krzywicki z synem Jakubem, rok 2023
Widziałeś na własne oczy, jak Sikla przekształca się z małego, kameralnego zespołu w dużą, nowoczesną firmę. Czego z tamtych „pionierskich” lat brakuje Ci najbardziej, a z jakich nowoczesnych zmian cieszysz się dziś?
Grzegorz: Powiem coś nietypowego: nie ma niczego takiego, czego by mi brakowało. Nie patrzę wstecz z nostalgią, która paraliżuje. Wszystko, co robiliśmy w tych trudniejszych, skromniejszych latach, prowadziło nas dokładnie do miejsca, w którym jesteśmy teraz. To był naturalny proces. Z obecnych zmian najbardziej cieszy mnie procesowe podejście do zarządzania. Mój inżynierski świat jest dość czarno-biały, dlatego jasne procedury, poukładanie i przejrzystość są dla mnie niezwykle ważne. To czyści strukturę z wszelkich niejasności czy błędnych interpretacji.
Podczas jednego z wewnętrznych plebiscytów pracownicy Sikla nadali Ci oficjalny tytuł „chodzącej encyklopedii”. Jak się czujesz z taką łatką w zespole? To powód do dumy czy raczej presja?
Grzegorz: Jedno i drugie. Z jednej strony to na pewno presja, bo człowiek podświadomie czuje, że „Grzegorz musi wiedzieć wszystko”. Z drugiej strony to ogromna motywacja, żeby nie osiadać na laurach, uczyć się więcej i stale rozwijać. Dzielenie się wiedzą z zespołem daje mi po prostu autentyczną radość. W pracy zawsze staram się wyprzedzić fakty – analizuję projekt i zadaję sobie w głowie pytania, które w przyszłości mogliby zadać klienci. Oczywiście, bywają momenty irytacji – na przykład kiedy ktoś pyta o rzeczy, które bez problemu może sprawdzić sam, albo kiedy muszę wykonywać zadania poniżej moich kwalifikacji – to bywa frustrujące, bo nie lubię marnować potencjału. Jeśli jednak pojawiają się pytania, na które na dany moment nikt na rynku nie zna odpowiedzi, to mnie to nie przeraża. Wręcz przeciwnie – nakręca do działania.
Który moment w historii technicznej Sikla uważałbyś za największy punkt zwrotny, który całkowicie zmienił zasady gry na rynku?
Grzegorz: Bez wątpienia wprowadzenie na rynek systemu siFramo. To był absolutny przełom w budowie konstrukcji stalowych w Polsce. Kiedy zaczynaliśmy go wdrażać, na rynku niepodzielnie rządziły konstrukcje spawane. Pierwsze 5 lat marketingu i sprzedaży to była wręcz katorżnicza praca. Ludzie bali się nowości. Słyszeliśmy masę obaw: „Skręcane? Przecież to się rozkręci!”, „Ktoś to rozkręci i ukradnie”, „Na śrubach nie da się zbudować nic dużego”, „Profil ma tyle dziur, więc na pewno zardzewieje i nie ma odpowiedniej nośności”, „To filigranowe, to się nadaje na półki w domu, a nie do przemysłu!”.

Grzegorz nadzorujący powstanie antresoli w hali magazynowej Sikla Polska.
Krok po kroku udowadnialiśmy, jak bardzo się mylą. Z każdą kolejną realizacją klienci dostrzegali, że siFramo jest sześciokrotnie lżejsze od tradycyjnej konstrukcji stalowej, a przez to o połowę tańsze.
Kluczowym atutem okazała się możliwość elastycznego wprowadzania zmian w trakcie montażu na budowie, bez generowania dodatkowych kosztów czy straty czasu. Montaż nie wymagał ciężkiego sprzętu ani uzupełniania powłok antykorozyjnych po cięciu czy spawaniu. To zrewolucjonizowało myślenie inżynierów w Polsce. Zaczynaliśmy od jednego profilu 80/80, a dziś mamy cztery różne wymiary i całą gamę adapterów łączących. Odczuwam ogromną dumę, że brałem w tym udział.
LUDZIE I PRZYSZŁOŚĆ
19 lat w jednej firmie to w dzisiejszych czasach rzadkość. Gdybyś miał wymienić trzy główne powody, dla których Sikla to dla Ciebie wciąż „miejsce z przyszłością”, co by to było?
Grzegorz:
Po pierwsze: tutaj wciąż jest mnóstwo do zrobienia. To trochę tak, jakbyś miała rower, ale miała wielką wizję, że chcesz z niego zrobić potężny motocykl. Widzę ogromną przestrzeń na rozwój produktów, wejście firmy w zupełnie nowe sektory sprzedaży oraz rozwój kompetencji ludzi, którzy tu pracują.
Po drugie: czysty sentyment. Budowaliśmy tę firmę od zera, budowaliśmy zaufanie klientów do marki i unikalne relacje, których nie da się łatwo zastąpić.
Po trzecie: mój osobisty rozwój. Nie znoszę stagnacji. Kiedy wszystko jest zbyt poukładane i nic się nie dzieje, zaczynam się nudzić. W Sikla, jak to klasycznie powtarzamy, „sytuacja jest dynamiczna”. Praktycznie codziennie staję przed wyzwaniami technicznymi, które zmuszają mnie do podnoszenia poprzeczki.
Świętujemy właśnie 25-lecie Sikla Polska. Czego jako jeden z filarów firmy życzysz firmie na kolejne lata, a czego młodemu pokoleniu inżynierów, którzy dopiero zaczynają tu swoją ścieżkę?
Grzegorz: Firmie życzę dalszego, tak dynamicznego rozwoju i wprowadzania kolejnych grup asortymentowych, które okażą się takimi strzałami w dziesiątkę jak siFramo czy siMotec. A młodym inżynierom, którzy wchodzą na rynek? Życzę im, żeby zarazili się od nas pasją do nauki i ciągłego rozwoju. Inżynieria to nie tylko odtwórcza praca, to sztuka ciągłego szukania lepszych rozwiązań.
Na koniec krótkie, ale treściwe podsumowanie. Gdybyś miał opisać te 19 lat w Sikla jednym słowem lub zdaniem – jak by ono brzmiało?
Grzegorz: (uśmiecha się szeroko) Mógłbym powiedzieć krótko i po męsku: mocny, intensywny %&*$5#.! A przekładając to na język bardziej oficjalny: to było i jest gigantyczne, pełne pasji zaangażowanie sił i środków do realizacji wielkich, ambitnych celów. I nie żałuję ani minuty!

.jpg)
komentarze